Czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej

Z mojego doświadczenia spotkań z kandydatami wiem, że jest kilka tematów, które bardzo źle brzmią na rozmowie kwalifikacyjnej. Oczywiście najlepiej, żeby milczenie na ich temat wynikało z tego, że nigdy się nie wydarzyły. Czasem jednak mamy takie historie w swojej kartotece. Które z nich warto pominąć na rozmowie kwalifikacyjnej, a o których opowiedzieć w inny sposób?

O czym nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, a o czym mówić w inny sposób? Headhunter radzi

Szczerość vs. Otwartość

Na rozmowie kwalifikacyjnej powinniśmy być szczerzy, niekoniecznie zaś całkiem otwarci. To pewnie dla was jasne rozróżnienie, ale dla pewności zaznaczę moje rozumienie, że szczery to ktoś mówiący prawdę, czyli trzymający się faktów, kiedy opowiada historię. Otwarty zaś to ktoś mówiący o sobie sporo, dzielący się wieloma informacjami na swój temat, przekazujący również te informacje, na które rozmówca nie czeka.

Spodziewam się, że część z was pomyśli teraz, że namawiam do zatajania informacji. Wierzcie mi, że siedząc naprzeciwko niektórych kandydatów słyszałam historie, których wolałabym nie słyszeć, nie mówiąc już o tym, że historie te definitywnie przekreślały ich szanse na dalsze rozmowy w procesie. Zatem: tak, namawiam do zatrzymania dla siebie wybranych opowieści, choć jeśli w trakcie rozmowy padnie pytanie konkretnie o nie, to jednocześnie namawiam do odpowiedzi zgodnie z prawdą.

Poniżej zebrałam moje osobiste tematy-faworytów, jeśli przychodzą wam do głowy jeszcze inne, napiszcie.

Tematy bezsprzeczne

1. Źle o poprzednim szefie

To mantra powtarzana w każdym zestawieniu poradnikowym o rekrutacji. Dlaczego? Bo pomimo, wydawałoby się, oczywistego statusu, nadal się zdarza.
Ludzie nie lubią plotkarzy, hejterów, obgadywaczy, dodatkowo rzadko zdarzają się konfliktowe sytuacje, w których tylko jedna strona jest winna. Szczegółowe opowiadanie o powodach, dla których uważamy swojego byłego szefa za beznadziejnego dupka, może przynieść tylko tyle, że zostaniemy zapamiętani jako osoby nieradzące sobie z trudnościami w otoczeniu.
Jeśli toksyczny szef faktycznie był powodem, dla którego zmieniliśmy pracę możemy powiedzieć: „W poprzedniej firmie zdarzały się zachowania ocierające się o mobbing. Nie chciałem dłużej pracować w takim środowisku”, ale bez wchodzenia w szczegółowe opowieści o konkretnych sytuacjach.
Jeśli powodem rozstania była zaś głupota szefa, możemy powiedzieć: „Mój były przełożony i ja mieliśmy odmienne poglądy na to, co jest dobre dla firmy i rozwoju biznesu.” Brzmi to znacznie lepiej niż „Pomysły mojego byłego szefa były bez sensu, zupełnie nie przystawały do tego, czego potrzebuje rynek. Wielokrotnie próbowałem mu to tłumaczyć, ale był uparty. Po pewnym czasie miałem już dosyć i odszedłem”. Obie wersje przekazują mniej więcej tę samą treść, ale w różny emocjonalnie sposób. Jeśli macie opory, to pamiętajcie, że na rozmowie kwalifikacyjnej nie chodzi o Wielkie Ujawnienie Prawdy, tylko o dostanie nowej pracy, która pozwoli nam płacić rachunki.

2. O rzeczach wątpliwych etycznie

Ten punkt może wydawać się zagadkowy. Najlepszym przykładem jaki przychodzi mi tu do głowy, jest dawanie łapówek. W Polsce łapówki na szczęście przestały już być uznawane za akceptowalny element życia biznesowego (co prawdopodobnie nie jest równoznaczne z tym, że przestały funkcjonować). Chwalenie się więc podczas opowieści o prowadzonym projekcie tym, że „przy pomocy pewnych środków nakłoniliśmy kogo trzeba” jest słabe. Jednocześnie jednak przypominam sobie kandydatów, z którymi rozmawiałam, którzy mieli za sobą doświadczenia pracy w Kazachstanie, Rosji, na Ukrainie, gdzie umiejętność dawania łapówek była elementem ich codziennej pracy. I powiem wam, że słuchając ich opowieści o tym, zamiast poczucia, że mówią o czymś etycznie wątpliwym, miałam wrażenie, że umieli doskonale poruszać się w kręgach tamtejszego biznesu.
Dlatego punkt ten jest nieoczywisty i zależny od szerszej perspektywy.

3. O rzeczach na granicy prawa

No cóż… wydaje się, że czego jak czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, to już na pewno nie chwalić się sytuacjami, w których złamane zostaje prawo. Mnie to też wydawało się oczywiste, aż do spotkania z bardzo sympatycznym i rezolutnym kandydatem, który w pewnym momencie zaczął opowiadać, o tym jak marzył o zostaniu lekarzem i w konspiracji z grupą kolegów już po dyplomach, był dopuszczany do prowadzenia operacji, będąc na początku studiów medycznych, nie mając odpowiedniej pełnej wiedzy, zezwoleń, dyplomu… Bardzo był dumny ze swojego sprytu i „dogadania się” z odpowiednimi osobami. Ja już taka dumna z niego nie byłam i w naszej firmowej kartotece założyłam mu „czerwoną kartkę”.

4. O traktowaniu stanowiska jako trampoliny

Jeśli stanowisko, na które aplikujemy ma być dla nas tylko trampoliną do dalszego rozwoju lub krótkotrwałym przystankiem – postarajmy się zachować to dla siebie. Rekrutacja kosztuje konkretne pieniądze i zabiera czas. Nikt nie chce w jej wyniku zatrudnić pracownika, który po kilku miesiącach przejdzie w inne miejsce i całą zabawę trzeba będzie zacząć od początku. Jeśli więc nawet dokładnie taki jest wasz sekretny plan, nie chwalcie się nim. Możecie pomyśleć, że podając tę radę strzelam sobie trochę w kolano, jestem jednak przekonana, że dobry rekruter ma szansę podczas wywiadu dotrzeć do głęboko ukrytych źródeł motywacji kandydata, nie trzeba jednak podawać ich na tacy.

5. O negatywnym wyborze

Też wydaje się to oczywistością, ale zdarza mi się słyszeć, że ktoś jest zainteresowany ofertą tylko dlatego, że wszystkie inne już przepadły. Co tu kryć – bycie poproszoną do tańca na końcu, kiedy wszystkie inne dziewczyny już tańczą i tylko ja podpieram ścianę, nie jest tym co najbardziej lubię. Nawet jeśli takie są fakty, to wolę pozostać w iluzji, że komuś wydałam się atrakcyjna. Warto też pamiętać, że otwarte przyznanie, że każda inna oferta już przepadła, stawia potencjalnego kandydata w słabej pozycji negocjacyjnej, bo „skoro nic innego nie ma, a zależy mu na znalezieniu pracy, to może będzie gotów zejść z ceny??”.

Tematy kontrowersyjne

Nazywając niżej wymienione przykłady tematami kontrowersyjnymi, mam na myśli takie, które często pojawiają się w innych zestawieniach poradnikowych o tym, czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, ale ja mam na ich temat inne zdanie:

„Podkupiono mnie do innej firmy”

Rekrutacja i przechodzenie pracowników z firmy do firmy to normalna praktyka. Jeśli jakiś pracodawca odrzuca pracowników, którzy w przeszłości dali się lub są skłonni dać się przekonać headhunterowi do przejścia do innej firmy, to może mieć bardzo zawężoną grupę do wyboru –  do osób, które obecnie są bez pracy, i praktycznie tylko jedno narzędzie do zastosowania – ogłoszenie.
Rzadko zdarza się, by do decyzji o przejściu do innego pracodawcy wystarczył telefon headhuntera. Z moich doświadczeń wynika, że musi nastąpić połączenie dwóch elementów – telefonu od rekrutera z gotowością do zmiany pracy. A ta druga wynika często z poczucia bycia niedocenianym, zbyt niskiego wynagrodzenia, zamkniętej ścieżki awansu lub rozwoju, wewnętrznych konfliktów, atmosfery w firmie. Na te wszystkie czynniki pracodawca może mieć bezpośredni wpływ. Zamiast więc „obrażać” się na kandydatów, którzy nie byli „lojalni” i dali się zrekrutować, lepiej dbać o obecnych pracowników, żeby nie byli gotowi do podejmowania rozmów z headhunterem, gdy zadzwoni.

Opowiadanie o własnych porażkach i słabych stronach

Każdy menedżer czy specjalista z dłuższym niż 3 lata stażem pracy, musiał się otrzeć o porażkę, problem, którego nie rozwiązał, projekt, którego nie zrealizował. To normalne, powszechne. Dla mnie istotne jest to, jak ktoś poradził sobie z tą sytuacją, co z niej wyniósł, jakie zmiany to przyniosło. Kandydatów, którzy twierdzą, że zawsze wszystko im się udawało, a wszyscy dookoła ich lubili, traktuję podejrzliwie, uważając, że albo nierealistycznie postrzegają siebie w otaczającej ich rzeczywistości, albo nie przeszli jeszcze bojowego menedżerskiego chrztu, a moim klientom chcę rekomendować tylko ludzi doświadczonych, o których wiadomo, że poradzą sobie w trudnych biznesowych sytuacjach.
To, czego jednak warto unikać, to prezentowania się jako ofiara wydarzeń. Ostatnio spotkałam się z kandydatem, u którego wątkiem przewodnim była porażka: firma podjęła złe decyzje i zbankrutowała, w kolejnej inwestycja z nierzetelnym partnerem doprowadziła do zamknięcia części biznesu, w kolejnej już po rozpoczęciu pracy odkrył, że został wprowadzony w błąd co do planów właściciela. Całość układała się w przygnębiającą opowieść o człowieku, który ma w życiu pecha. To odstrasza.

Rozmowa kwalifikacyjna to element większej całości. Poza tym, czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, ważne jest jeszcze to, co robić, a czego nie. Jednym z dobrych posunięć jest na przykład wykorzystanie pierwszego wrażenia. A jakie są wasze doświadczenia z tematami „drażliwymi”?