Tożsamość turysty

Wygladać na turystę

Dwa razy byłam w sytuacji, gdy musiałam budować prawie od zera grono znajomych. Raz kiedy wyjechałam do Berlina i drugi raz, kiedy po powrocie do Warszawy okazało się, że większość moich znajomych „z poprzednich czasów” chodzi już innymi ścieżkami. Odkryłam wtedy pewien paradoks: znacznie łatwiej przychodziło mi nawiązywanie nowych kontaktów za granicą. Również w innych miastach w Polsce, za wyjątkiem rodzinnego, nie miałam z tym większych trudności. Z moich zaawansowanych badań porównawczych nasuwał się jeden wniosek.

Bycie turystą to tożsamość, która daje więcej.

Więcej odwagi w rozpoczynaniu kontaktu z nowymi osobami.

Więcej wyrozumiałości ze strony napotykanych ludzi.

Więcej otwartości nieznajomych na poznanie nas – turystów – postaci reprezentujących nowy, nieznany świat, przynoszących powiew świeżości.

Zawsze kiedy trafiam na zestaw porad pt. „Jak nie wyglądać na turystę” zastanawiam się nad ich pożytecznością. Ponieważ podróżując ja właśnie chcę wyglądać na turystę, ALE nie chcę spędzać czasu jak turysta. Ważniejsze od odwiedzenia wszystkich muzeów i punktów z przewodnikowego rozdziału „top 10” jest dla mnie zobaczenie i poczucie, jak w tym miejscu wygląda życie. Jak wyglądają ludzie na ulicach, czym się zajmują, co jest dla nich ważne, z czym się zmagają. I cenniejsze jest dla mnie poczucie klimatu jednej dzielnicy, niż „poznanie” całego miasta. Bo też i jakie miasto można „poznać” w tydzień (lub dwa jeśli sprzyja nam urlopowe szczęście)? Żadne.

Nie trafiłam jeszcze na lepszy sposób poznawania odwiedzanych miejsc niż kontakt z ludźmi, którzy mieszkają tam na stałe. I wiem, że tym twierdzeniem nie odkrywam przed wami niczego zaskakująco nowego. Ale też wiem, że właśnie nawiązywanie znajomości z miejscowymi jest dla wielu osób podszytym strachem wyzwaniem.

Kiedy jestem w podróży, zawsze mam przy sobie papierową mapę, którą wyciągam często. Z jednej strony lubię wiedzieć, gdzie jestem. Ale z drugiej – papierowa mapa działa jak magnes na osoby gotowe na kontakt z „nieznajomym”. Powiecie, że to grozi przyciągnięciem świrów. Tak i nie. Według moich doświadczeń 4 na 5 spotkanych w ten sposób ludzi świrami nie było, a połowa znajomości trwa do dzisiaj.

A jakie są wasze doświadczenia? lubicie wyglądać na turystów, czy „ukrywacie się” w trakcie podróży?